#006 – PRO-MOC-JA według Joli Ambrożewicz

Jolanta Ambrożewicz wspiera w promowaniu firm oraz budowaniu relacji z odbiorcami. We wszystkim co robi widać ogromną pasję oraz zaangażowanie. Kiedy pierwszy raz rozmawiałam z Jolą, od razu zobaczyłam u niej tę iskierkę w oku.

Przeczytaj wywiad z Jolą, a sama przekonasz się o jej pasji i chęci niesienia pomocy innym.

No to co? Ready??? Go!!!

 

 

Jeżeli wolisz czytać, a nie słuchać – nie ma sprawy. TUTAJ możesz pobrać wersję tekstową naszej rozmowy.

 

 

Jolu, kiedy się poznałyśmy, z tego, co pamiętam, tworzyłaś kurs dotyczący relacji z partnerem. Dzisiaj zajmujesz się marketingiem i prowadzisz bloga o nazwie „Marketing Interakcyjny”. Z moich obserwacji wynika, że się tym jarasz (pasjonujesz). Co sprawiło, że zajęłaś się zupełnie inną „działką”?

 

Nie do końca zupełnie inną działką, bo tak naprawdę w kwestiach marketingu, relacji biznesowych, sprzedaży, kontaktów handlowych – po prostu content marketingu, tworzenia ofert i tak dalej – w tym działam od niemal 10 lat. Tak naprawdę firmę mam od 2010 roku, a już na studiach brałam udział w różnych działaniach biznesowych, projektach, kołach naukowych, organizacjach studenckich. Te działania w różnych branżach trwały dłużej niż wątek relacji, który miałam zamiar poruszyć. Jednak same relacje występują także w marketingu interakcyjnym. Są jednym z jego filarów obok wartości i komunikacji. Miałam potrzebę serca, by podzielić się z kobietami kontekstem relacji z płcią przeciwną, ponieważ uważam, że to temat również mi bliski ze względu na osobiste zawirowania w tej sferze. Znalazłam partnera, który jest teraz moim małżonkiem, z którym fantastycznie się dogadujemy. Myślę, że sporo o tym wiem i sporo mogę podpowiedzieć.

Tak naprawdę w obydwu sferach wszystko zaczyna się od nas i od uporządkowania. Od pogodzenia się ze sobą i polubienia siebie. Stąd pojawił się gdzieś temat zarażania budowaniem dobrych relacji partnerskich. Odnosi się to do wszystkich relacji i zaczynania od siebie oraz samoświadomości. Te wątki pojawiają się w kontekście biznesu i prowadzenia firmy. Póki nie mamy kontaktu ze sobą i świadomości tego, co jest w nas dobre, to ani nie potrafimy zbudować dobrego związku, ani nie potrafimy pokazać swojego biznesu. Nie umiemy wyjść z nim do ludzi i chowamy do szuflady swoją twórczość. Ukrywamy swoje moce. Czasami też porównuję do relacji kwestie marketingu i promowania działań oraz tego częstego dawania szans na zetknięcie się z naszym biznesem. Przecież nie poznajemy kogoś i nie wychodzimy za niego za mąż. Najpierw budujemy relację, a to przecież trwa. Chodzimy na randki, poznajemy się. Tak samo jest w przypadku promowaniu swojego biznesu: jest ten czas poznania się, polubienia, zaufania sobie. Dopiero później dochodzi do sięgnięcia po produkt czy usługę. Widać więc, że te tematy się łączą. Łączę to, #Łączękropki i tutaj ewidentnie te tematy mają wiele wspólnych punktów.

 

Jolanta Ambrożewicz

 

W ostatnim czasie jest moda na Mastermindy. Wyjaśnijmy, że są to spotkania kilku osób wspierających się w swoich biznesach online. Jest to też jedna z Twoich form współpracy? W jednym nawet uczestniczymy obie, razem z Agą Fiuk oraz Beatą Kałużną. Co dało Tobie uczestnictwo w Mastermindach?

 

Co mi dały Mastermaindy? Tak naprawdę to trampolina do rozwoju. Do odważenia się do pewnych działań. I absolutnie mega, mega ogromne wsparcie: mentalne, duchowe i biznesowe. To jest mix różnych spojrzeń osób, z którymi działamy podczas takich spotkań i które naprawdę motywują nas do działań.

Czym są Mastermindy? Są to cykliczne spotkania, podczas których dzielimy się swoimi sukcesami, co – niestety ubolewam nad tym faktem – często jest przez nas pomijane w tym pędzie za biznesem. Coś robimy, coś osiągamy i biegniemy dalej zapominając o tym, że warto poświętować i docenić siebie za sukces. Ten wątek docenienia jest bardzo ważny. Tego między innymi uczę. Doceniamy swoje sukcesy na takim spotkaniu, podsumowujemy sobie tydzień, bo zwykle takie Mastermindy odbywają się właśnie co tydzień. Później każdy z uczestników ma tzw. „Hot Seat” czyli „gorące krzesło”, podczas którego dyskutujemy o jego obecnym wyzwaniu. Rzuca hasło, rzuca problem, z którym obecnie się boryka. Mówi też o swoich oczekiwaniach: czy oczekuje od grupy podzielenia się swoim doświadczeniem, jakimiś wskazówkami czy po prostu wysłuchania, bo akurat potrzebuje wygadania się. Jest to też ten czas dla tego uczestnika, gdzie pozostali dają mu feedback, podpowiedzi związane z tym wyzwaniem. Każdy uczestnik ma taki czas dla siebie i naprawdę przychodzą wtedy niesamowite podpowiedzi, tak zwane momenty „Aha”. Wówczas ogromny problem nagle staje się malutki. Tak że faktycznie jest bardzo dużo takich podpowiedzi i jasność tego, co faktycznie warto jeszcze zrobić w danym temacie. Później też jest rundka podsumowująca i deklaracja, co każdy z uczestników chce zrobić przez kolejny tydzień w swoich działaniach biznesowych. To ostatnie to swoisty motywator do tego, żeby przy kolejnym spotkaniu znowu powiedzieć o sukcesach oraz o tym jak ten temat został rozwiązany. Mastermind to fenomenalna burza mózgów. Polecam serdecznie. Bardzo dużo rzeczy się prostuje, rozwija i to jest też niesamowite tempo wzrostu. We własnej głowie często nie sposób  wszystkiego ogarnąć, popchnąć do przodu. Mastermindy w tym pomagają.

 

Jolanta Ambrożewicz

 

 

Ostatnio usłyszałam Twoją definicję słowa PRO-MOC-JA? I nie ma tego samego znaczenia, które zazwyczaj nam się z nim kojarzy. Możesz je tutaj przedstawić?

 

Tak, ta definicja powstała w mojej głowie i w moim łóżku. Rozplanowywałam ją sobie podczas przeziębienia. Czasami trzeba sobie pozwolić na odpoczynek, reset i zrelaksowanie, a takie pomysły przychodzą do głowy.

PROMOCJA. Wiem, że wiele osób na to słowo – oznaczające wyjście do klienta ze swoim produktem i tym, co robimy – ma ciarki i dreszcze na ciele. A szkoda. Wydaje mi się, że to jest kwestia podejścia do wyrazu, który tak naprawdę wcześniej oznaczał awans, tzn. rozwój, uzyskiwanie kolejnego stopnia czy też promocję do kolejnej klasy. Niestety, ale u nas pod tym względem promocja bardziej postrzegana jest jako przecena lub rabat, który tak do końca wcale rabatem nie jest. Stąd promocja odbierana jest negatywnie. Dlatego chciałam ją nieco odczarować i odkryłam tę trójdzielność. Tym bardziej, że uwielbiam trójki, bo to bardzo istotna w moim życiu liczba. W wyrazie promocja zawiera się poza tym wyraz JA, czyli ten początek. My jesteśmy tym co robimy, tym naszym biznesem i dlatego właśnie warto zadbać o swoje zdrowie (żeby się nie przeziębiać) oraz o to, aby to, co robimy, było bliskie naszym wartościom. Ponieważ jeżeli jest rozdźwięk między tym, co robimy a wartościami, to czujemy się niekomfortowo.

W sumie to też trochę wątek o tym, co powiedziałaś na początku. Chciałam się podzielić tą kwestią relacji damsko-męskich, ale w pewnym momencie zwyciężyła płynąca we mnie krew przedsiębiorcy. Bliżej mi było właśnie do tych działań, które prowadzę od lat – relacji, biznesowych kontaktów, networkingu i tak dalej – niż do wątku prywatnego. Wolałam pójść w ten nurt, by dzielić się swoją wiedzą i doświadczeniem. Dlatego tak to działa i tak to funkcjonuje. Ponieważ jest ze mną bardziej spójne.

Kolejnym elementem są MOCE, czyli nasze talenty i mocne strony. I to jesteś niesamowite! Nie ma rozwoju biznesu i promowania naszych działań, jeżeli ktoś nie doceni siebie. Nie poznamy mocnych stron, nie stwierdzimy: „OK, jeżeli mamy tutaj jakieś wady, to skupiam się na mocnych stronach, a w tych mniej mocnych poszukam kogoś, kto mi to uzupełni”. Tak że współpraca i samoświadomość są bardzo ważne.

Wreszcie PRO, czyli bycie w tym procesie, bycie w tym rozwoju, ale również profesjonalizacja, promowanie tego, bo to, że my coś robimy w swoich czterech ścianach, nie znaczy, że każdy będzie o tym wiedział. Bardzo często spotykam się z przedsiębiorcami, którzy mówią: ”…bo ja robię to, i to, i wszyscy to wiedzą” No więc nie. Nie wiedzą i warto z tym wyjść. A wyjście z tym i promowanie biznesu atrakcyjnie, skutecznie i z radością jest możliwe, gdy będziemy bliżej siebie i  swoich mocy. Bliżej siebie jako JA oraz moje wartości.  

To się tak łączy w taka trójkę słowa: PRO-MOC-JA.

 

We wszystkich Twoich działaniach biznesowych widać zaangażowanie oraz pasję. Nie robisz nic na pół gwizdka. Jak sobie organizujesz czas, bo mam wrażenie, że wystarcza ci na wszystko? Korzystasz z jakichś narzędzi czy tylko z tradycyjnego kalendarza?

 

Staram się po prostu wybierać. Kiedy dostaję propozycję – a naprawdę dostaję ich dużo – to jest tak, że każdą oglądam i się zastanawiam. Nauczyłam się też asertywności. To cenna zdobycz ostatnich lat. Daję sobie czas i kiedy otrzymuję propozycję, to piszę, że potrzebuję chwili do zastanowienia. Faktycznie zastanawiam się, na ile to wpisuje się w ten mój obecny plan działań, w grafik, w moje cele długoterminowe i rozpatruje pod różnym kątem, jak temu  podałam. Dopiero wtedy odpowiadam. Uczciwie wobec siebie i wobec innych. Nie chcę brać też niczego dodatkowego, czemu nie podołałabym w stopniu takim, jak bym chciała.

A organizacja? Bywa różnie. Jeszcze mam sklep internetowy i staram się udzielać fizycznie, będąc na spotkaniach, eventach. Łączę te dwa światy: online i offline, bo moc intereakcji jest tutaj niesamowita, a ja czerpię energię oraz mnóstwo inspiracji od ludzi. To jest mój motor napędowy. Pływam pomiędzy tymi dwoma światami. Staram się to łączyć – #ŁączyćKropki jak ja to mówię. Bywa różnie. Czasami uważam, że jest mi trudno być, żyć i działać w sferze prywatnej, bo tak kocham to, co robię biznesowo, networkingowo, interworkingowo itd., że jest tego bardzo, bardzo dużo. Trudno zachować jasną granicę, jednak staram się nad tym pracować. To proces.

 

Jolanta Ambrożewicz

 

 

Wiem, że jesteś miłośniczką książek. Bardzo często inspirujesz kobiety (i chyba nie tylko), podrzucając jakieś ciekawe tytuły. Która książka i dlaczego miała na Ciebie lub na to co robisz w chwili obecnej największy wpływ?

 

Chyba taka pierwsza która naprawdę dużo nowego wniosła do mojego życia to „Przebudzenie” de Mello. To było takie większe uderzenie. Teraz słucham audiobooka „Ścieżka miłości”. Tam jest podobny wątek. Kojarzy mi się trochę z „Sekretem”, który także obecnie czytam. Trochę prawa przyciągania, relacji, sporo duchowości. To się zazębia. Ja swoją ścieżkę zaczęłam od odnajdywania szczęścia. Od odnajdywania siebie, swojej wartości i dopiero później przyszły kwestie porządków biznesowych, wychodzenia i większego eksponowania tego wątku. Tak, jak mówiłam:  działam już ileś lat, współpracując z różnymi branżami. Śmieję się, że pośredniczyłam w sprzedaży od styropianu po dzieła sztuki. Moje działania marketingowe i kreatywne przydawały się w różnych projektach. Rozpoczęło się od rozwoju osobistego oraz duchowego.

Co do wątku rozwoju, to na pewno o samoświadomości i samopoznaniu dużo nauczyła mnie książka o tytule dość kontrowersyjnym, to jest „Otoczeni przez idiotów”. To była fenomenalna lektura i bardzo często się do niej odwołuję podczas szkoleń, mówiąc o różnicach między ludźmi. Zwiększyło to moją samoakceptację oraz akceptowanie innych, również w sferze relacji biznesowych z klientami czy relacji partnerskich. Natomiast myślę sobie, że książek biznesowych, to „Mit Przedsiębiorczości” dał mi sporo spojrzenia, że: OK, firma, pasja, działanie, ale żeby mieć na uwadze, żeby to się też zachowało i bez naszej obecności, trochę w kierunku pasywności. To też bardzo ważna lektura.

Jolanta Amrożewicz i Maciek Łozowski

 

 

Ostatnio uczestniczyłaś w plebiscycie Podlasianka oraz Podlaska Gala Biznesu 2019. Co dał ci udział w nich? Poza niewątpliwie wysokimi notami, bo przecież o ile dobrze pamiętam w Podlasiance zajęłaś 3. miejsce, a w Gali Biznesu 2019 też wysokie, bo 4. miejsce.

 

Generalnie niesamowite doświadczenie. To na pewno. Spore przekraczanie siebie i swoich oporów, ograniczeń. Chociażby w kontekście tego, żeby poprosić innych o głosy, bo to był zupełnie inny poziom promocji. Jestem przyzwyczajona do tego, że szkolę, opowiadam, dzielę się swoją wiedzą, doświadczeniem, a tutaj była kwestia: “No słuchajcie jest plebiscyt, potrzebuję Waszych głosów. Poproszę o głosy”.  I tutaj faktycznie było forsowanie siebie, ale też z tym aspektem mego „DLACZEGO?”. Bo ja chcę inspirować innych do odważnych działań. Do pokazywania siebie, do korzystania z mocy intereakcji. Żebyśmy wszyscy mogli korzystać z tych naszych potencjałów, z naszych mocy. Zawsze, kiedy włączało mi się „Nie, już nie będę wrzucać”, za chwilę mi się włączało „ale to też jest przykład dla innych, że warto wyjść z tej strefy komfortu i po prostu dzielić się tym, co mamy do powiedzenia”. Więc za tym stała ogromna idea, chęć przekraczania i pokazywania innym tego wątku, że warto.

I tak w Podlasiance zajęłam 3. miejsce w kategorii PASJA. Niesamowite doznania i przeżycia, tym bardziej, że rok wcześniej wymarzyłam sobie, aby wziąć udział w tym plebiscycie, bo byłam obserwatorem. Sporo przez ten rok się wydarzyło i to było ukoronowanie moich działań. Jeżeli chodzi o Podlaską Galę Biznesu, zostałam tam nominowana. To również ogromna radość i wdzięczność. Faktycznie tam prosiłam o głosy i wiedziałam, że to już jest koszt 2,46 zł, które ktoś inwestuje w te moje działania. To był jakiś dyskomfort proszenia o to, ale pisałam, prosiłam, wrzucałam posty. I tak, w tym głosowaniu sms’owym zajęłam 4. miejsce. Natomiast na samej gali, w samym plebiscycie, brało udział 27 firm z Podlasia  i 7 wyróżniono, w tym mnie. Być w siódemce spośród 27 to też ogromny zaszczyt i radość. To też mnie nakręca do tego, żeby dawać więcej, pokazywać, że warto. Każdy też ma swoje motywatory. Mnie ucieszyło, że jest taka możliwość podzielenia się tym, w takiej formie.

 

Czy już od młodych lat wiedziałaś co będziesz robiła w życiu? W którym kierunku pójdziesz? Czy może jest to droga, którą cały czas odkrywasz?

 

Zawsze wiedziałam, że chcę mieć swoją firmę. Zawsze wiedziałam, że chcę robić coś swojego, mieć swoją działalność. Nigdy nie wyobrażałam sobie siebie na etacie.  Ale też tak naprawdę na przestrzeni tych ostatnich kilkunastu miesięcy objawiło mi się to, skąd to mi się wzięło. Tak naprawdę właśnie z wartości. Moją podstawową jest wolność. Od dziecka się sprzeciwiałam wszelkim schematom, klatkom. To już wątki rodzinne, ale generalnie byłam za tym, żeby działać, wprowadzać coś nowego, wpływać pozytywnie na innych. Tak się czasem śmieję, że szturchać. Generalnie motywować i wspierać, więc z pewnością była to wiedza, że chcę coś swojego. Swój biznes, swoje działania. I to trwa.

 Oczywiście były współprace różne, takie b2b, pomaganie paręnaście godzin w jakimś sklepie. Były różne wątki przez ten czas, ale generalnie mam swój biznes non stop. No i oczywiście były różne marzenia, takie dziecięce. To ciekawe, bo rozmawiałam ostatnio z przedsiębiorcami: „Jak to jest, że te marzenia nasze z dzieciństwa, faktycznie się objawiają w tym, co dzisiaj robimy”. Ja na przykład miałam zakładany dziennik, sobie go rysowałam i sadzałam lalki. Sprawdzałam obecność, jakieś lekcje prowadziłam. Teraz jest dla mnie to wielkie WOW, że prowadzę szkolenia, jest sala, jest tam lista obecności.

To jedno. Drugie to marzenie o tym, żeby być modelką. Pamiętam, jak się przebierałam, a mama często się uśmiechała i mówiła: „Moja mała modeleczka”.  Po drodze jednak coś poszło nie tak, i wręcz przeciwnie miałam taki czas, że się wręcz wstydziłam się siebie, zdjęć, filmów. To był jakiś dramat. O wystąpieniach publicznych nie wspomnę. Natomiast, dzięki Bogu, pewne wydarzenia, sytuacje, ludzie, których spotkałam na drodze i za których jestem bardzo wdzięczna, spowodowały to, że te lęki minęły. Dzisiaj mogę się podzielić tym, że uśmiecham się do zdjęć szeroko, a kiedyś nie miało to miejsca. Dziś są ścianki, jest selfie. Kiedyś by mi to nawet przez myśl nie przeszło. Są wystąpienia publiczne, które dają mi mnóstwo satysfakcji oraz radości. Jestem za to wdzięczna – że taka obawę, taki lęk przełamałam. Polecam i zachęcam. Jestem przykładem na to, że jest to możliwe. I to chyba najbardziej mnie też motywuje, bo mnie parę lat temu zmotywowały inne kobiety. Aż się wzruszam na samo wspomnienie,  że da się dokonać zmian i da się robić coś z takim flow, z taką miłością. Tylko po drodze parę tam przeskoków trzeba wykonać. Ale warto. Wspieram całym serduchem i polecam się do wszelkich inspiracji (książkowych także). Ważne, żeby robić to w zgodzie ze sobą i być po prostu szczęśliwym.

 

Ale to widać, że teraz to się czujesz tak, jak byś się urodziła przed kamerą.

 

Muszę dopytać mamy. (śmiech)

 

To teraz pytania troszkę z innej beczki, jeżeli mogę. Obiecuję, że będzie lekko, łatwo i przyjemnie.

 

 

 

Jola Ambrożewicz i jej kot Bags

 
Mam swojego pupila i jest nim…..

 

Moim pupilem jest teraz Królik Baks. Pisany, nie tak jak ten z bajki, tylko “Baks” od dolarów. Jednak jest pewien problem, bo to jest imię męskie, a chyba jest dziewczynką. Jeszcze czekamy na to, aż odpowiednio urośnie, żeby weterynarz mógł stwierdzić jednoznacznie. Wcześniej miałam królika bardzo mi bliskiego, który niestety odszedł w lipcu. Nazywał się Mika. Z kolei to było żeńskie imię, a potem okazało się, że to był chłopiec. Mamy pewien problem z rozpoznawaniem płci naszych króliczych pupili.

Mam też kota. Tyle, że kot mieszka u moich rodziców, bo jednak przeprowadzka dla niego, w tym wieku (a trochę już lat ma), byłaby problemem. Ma na imię Fazer i jest podróbką syjama. To znaczy, że nie ma rodowodu. Przechodzi teraz drugą młodość, bo siostra z kolei ma kotkę i dobrana z nich para. Bardzo szaleją i jest wesoło. Marzymy o posiadaniu psa. Generalnie zwierzęta są bardzo mi bliskie i ważne. Wspieram też Fundację Kotkowo, staram się chodzić na „Psacery” , aczkolwiek trudno tutaj się ostatnio dopchać.

Psacery organizowane są w naszym schronisku dla psów. Bardzo fajna inicjatywa. Wiem, że kiedyś będę mieć schronisko albo też hotel dla zwierząt, w których też będę mogła tę swoją miłość do zwierzaków rozdawać.

 

Jolanta Ambrożewicz

 

Gdybym była złotą rybką, jakie 3 życzenia chciałabyś abym dla Ciebie spełniła?

 

Dobrze złota rybko: marzę o domu z ogródkiem i z basenem. Marzę o tym, aczkolwiek teraz jesteśmy na etapie poszukiwania mieszkania. Ale tak! Dom z ogrodem i basenem – to jedno życzenie. Drugie życzenie: zdrowia i długiego życia dla moich bliskich, no i dla mnie.

Życzyłabym sobie takich 3 wątków: zdrowie, poczucie szczęścia i spełnienia. Taką trójcę bym połączyła. I tego życzę wszystkim. To jest dla mnie misją, żeby to się rozlewało i żeby wszyscy byli szczęśliwi i spełnieni. Wiem, jak to jest nie być szczęśliwym, nie być spełnionym i nie mieć zdrowia. Więc wiem, że to są ważne wątki.

Często widzę rozdzielanie światów. Widzę to u różnych osób i u tych, z którymi współpracuję. Życie prywatne – życie zawodowe. Często jest tak, że w życiu prywatnym jest WOW! SUPER!, a zawodowo – KICHA! Albo też odwrotnie. Tu mamy karierę, szał, blask fleszy, ale za to prywatnie to leży. To jest takie borykanie się i fajnie jest, żeby to połączyć. Tak jak w moim marketingu Interakcyjnym łączą się kropki w logotypie, tak tutaj fajnie by było, żeby to się łączyło. Interakcje, bycie blisko siebie, poznawanie siebie i łączenie tych światów pozwala na to. Trudno mi się odwoływać do WORK LIFE BALANCE, bo to trudny temat, ale generalnie fajnie by było, gdyby to się rozlewało na wszystkie obszary naszego życia.

 

Jolanta Ambrożewicz

 

Jestem w swoim żywiole, kiedy……..

 

Występuję, kiedy mówię, kiedy opowiadam, kiedy dzielę się tym, co mi w duszy gra, co wiem, czego się dowiedziałam, czego doświadczyłam, tym czym mogę się podzielić.

I to jest też fenomen, bo dzisiaj mamy 13 kwietnia (ważna dla mnie data), więc zapamiętam na długo ten wywiad. Rok temu na przykład nie wierzyłabym, że poprowadzę jakiś wykład czy zajęcia. Także: WOW!!!!! To wymagało dojrzewania, wymagało pracy, forsowania siebie. I tutaj też ten wątek mastermindu. To mi też bardzo pomogło, bo dziewczyny z mego mastermindu, słysząc, że dostałam jedną , drugą i kolejną propozycję, kiedy nie wiedziałam co zrobić, bardzo mnie wspierały. Opowiadały o swoich wtopach, o tym co najgorszego może się wydarzyć.

Wiem, z czego moje obawy wynikały. Z pewnej traumy z czasów licealnych i to też przepracowałam. To dużo pracy własnej, ale też wsparcie innych osób. Dlatego nie wyobrażam sobie życia w próżni i nieoddawania ludziom tego, co od nich dostałam. A dostałam naprawdę ogrom wsparcia i wiary. Czasami inni wierzyli we mnie bardziej niż ja w siebie. Tym się dzielę i to oddaję.

 

Mój ulubiony sposób relaksu……

 

To leżenie z królikiem. Przyglądanie się jego beztroskim skokom. Przebywanie ze zwierzętami i z dziećmi, to takie ciekawe połączenie. To jest czas, kiedy jestem totalnie beztroska. To często łączy się też z moim małżonkiem, bo często przebywam z nim, ze zwierzętami i z dziećmi. Wspólnie spędzamy czas, więc ten relaks jest taki rodzinny. To mi daje totalny odlot, totalną pustkę i czystkę od problemów w głowie. Dziecięcą radość z chwili, która trwa.  Myślę, że ktoś, kto mnie zna lub poznaje, będąc z dzieciątkiem lub ze zwierzaczkiem, to potwierdzi. To, że po prostu lgnę do tych istot. W interakcjach z dorosłymi również bardzo się relaksuje i cieszę. Jednak to jest często powiązane z działaniami zawodowymi i biznesem. Interakcje są wpisane w moje życie.

 

Czy chciałabyś jeszcze dodać coś od siebie?

 

Chciałabym powiedzieć wszystkim, którzy będą to czytać, by dążyli ścieżką miłości. A propos tego audiobooka, którego teraz słucham,  by byli przy sobie i w siebie wierzyli. Skoro jesteśmy tutaj, to znaczy, że mamy do tego absolutnie prawo. I mamy z pewnością wszystko, czego nam trzeba, żeby działać, żeby dzielić się sobą. Mamy z pewnością niesamowite talenty i ogromny potencjał w sobie. Jestem po to, aby zachęcić. Do tego, aby się tym dzielić, być blisko siebie, doceniać siebie, poznawać siebie codziennie na nowo. Dlatego często mówię o jakichś quizach, testach. To też jest frajda: odnajdywać w tym radość i tę wiarę, że to co robimy można robić z pasją. Jeżeli mamy etat, który nas nie kręci – a często o tym słyszę – to forsujmy po godzinach to, co nas kręci i dodaje nam skrzydeł. Zresztą Agnieszko, Ty również masz etat i masz dodatkowy wątek, którym chcesz zarażać. I to jest piękne. Pomimo różnych obowiązków, jest coś, co nam tak w duszy gra, sprawiając, że nie chcemy tego puścić i chcemy się tym dzielić ze światem. To cudowne. Dzielmy się sobą ze światem, ale pamiętajmy, że to od nas się zaczyna. Od polubienia siebie, pokochania wręcz.

 

Poczułaś się zainspirowana? Koniecznie daj znać.

 

Agnieszka Herman

Do kolejnego zaczytania :-*

Agnieszka Herman

Miejsca w sieci, gdzie możesz znaleźć Jolę:

MARKETING INTERAKCYJNY
FANPEJDŻ JOLI

fotografia: Magdalena Ławreszuk

6
Dodaj komentarz

avatar
4 Comment threads
2 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
6 Comment authors
BeautySupplyBookendorfinaMałgosiasylwiaPasja i Rozwój Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Karolina / Nasze Bąbelkowo
Gość

Bardzo ciekawe, nietypowe podejście do słowa promocja. Niestety masowe oszukańcze “promocje” niektórych marek sprawiły, że ludzie nieufnhe podchodzą do tego słowa.

sylwia
Gość

Dokładnie dziś słowo promocja zazwyczaj wywołuje skrajne emocje.

Małgosia
Gość
Małgosia

Ciekawe ujęcie tematu fakt hasło to kojaży się źle.

BeautySupply
Gość

Bardzo ciekawe podejście. Miałam okazję posłuchać jej wystąpienia i muszę przyznać, że ma dziewczyna werwę i charakter! Oby więcej takich babek 🙂 ;*